Czy branding jest bardziej fair od tradycyjnej reklamy?
25 Cze 2006, 13:21 Krzysiek Helak
Tagi etyka marketingu branding reklama przestrzeń publiczna
Czy branding jest bardziej etyczny od tradycyjnej reklamy? Mam wątpliwości. Najbardziej zaintrygowały mnie wypowiedzi wskazujące na Nike jako przykład brandingu niemal modelowego, choć faktem jest, że to właśnie Nike ideę marki wyniosła na niespotykany wcześniej poziom. Nie jestem jednak pewien, czy akurat ta firma powinna być stawiana jako wzór do naśladowania… W ubiegły weekend podczas spaceru na krakowskich Skałkach Twardowskiego rzuciła mi się w oczy spora żółta tablica, na której widniał nie mniej okazały napis „Ścieżka rekreacyjna Nike” czy jakoś tak. Zdumienie moje sięgnęło zenitu, gdy poczytałem dalej: okazało się, że w każdą sobotę między 11:00 a 14:00 (mogły mi się godziny pomerdać) zajęcia na tej ścieżce prowadzi trener Nike. Sorry, ale w tym momencie mi się nóż w kieszeni otwiera. Jakaś prywatna firma produkująca trampki (i kompletnie nie ma tu znaczenia jej wielkość) zawłaszcza sobie kawał przestrzeni publicznej i to przy wydatnej pomocy (a przynajmniej zgodzie) któregoś z urzędników miejskich. Co będzie dalej? Trzeba będzie przychodzić w dresie jedynie słusznej firmy? Żeby potruchtać w parku będę musiał nabyć drogą kupna parę najnowszych trampek Nike za 500 zł?
Teraz pytanie: czy taki marketing można nazwać etycznym? Dla wielu z Was zapewne nie będzie to problemem – w końcu nie krzywdzą zwierząt, ani dzieci… Dla mnie etyczny nie jest. Nie godzę się na to, aby producent dresów dyktował mi, w którą stronę mam biegać po parku, czy w jakich godzinach mam tam przychodzić (co będzie, jeśli przez przypadek natknę się tam na Nike-joggerów? Zepchną mnie ze ścieżki, jeśli będę w Adidasach?)
Jeśli tego jednak nie wyeksplikowałem, to teraz to czynię: jestem zwolennikiem brandingu, nic przeciwko niemu nie mam. Nie zgadzam się jednak z tezą, że jakakolwiek forma marketingu jest bardziej fair wobec klienta, bo w czym lepszy jest PR od tradycyjnej reklamy? W czym lepsza miałaby być promocja w miejscu sprzedaży od reklamy prasowej? Czy branding polegający na oflagowaniu boiska jest lepszy od insertu w prasie (w sensie etycznym oczywiście)? Moim zdaniem powinno nam zależeć na np. reklamie mądrej w miejsce głupiej, dowcipnej zamiast prymitywnej, uczciwej i prawdziwej zamiast kłamstwa… I proszę, nie mówcie tylko, że skuteczność tej działań marketingowych jest jedynym wyznacznikiem ich istnienia, bo to po pierwsze truizm, a po drugie znaczyć to będzie, że wszelkie inne wartości się już nie liczą…
(niechcący nadpisałem ten wpis, więc odtworzyłem go mniej więcej z pamięci)
25 Cze 2006, 13:21 Krzysiek Helak
Tagi etyka marketingu branding reklama przestrzeń publiczna
Ocena: 0,00
Liczba ocen: 0,00
Dodaj komentarz Komentarze czytelników
8 komentarzy [obserwuj nowe]
Przemysław Staroszczyk @ 2006-06-26 14:24:31
Noniewiem... Mamy teraz podział na marki o określonej nazwie która niesie pewną obietnicę (jakości, zadowolenia z kupna etc.) lub noname czyli nie wazna nazwa, ale co sobą prezentuje produkt.
Tylko zastanawia mnie czy nie jest z marką bez marki że ona też ostro konkuruje o swoją identyfikację wśród konsumenta. Nie mówię o kliencie ponieważ aby zostać nim w przypadku marki bez marki (MBM?) trzeba wykazać się większa świadomością konsumencką niż w przypadku normalnie identyfikowanego produktu.
Krzysiek Helak @ 2006-06-27 22:50:23
i znowu mam wątpliwości: czy konsument private label wykazuje się większą świadomością konsumencką? Oj, wątpię, zaledwie niewielki odsetek sprawdza rzeczywistego producenta towaru ometkowanego private label. Jaki procent konsumentów kojarzy firmy takie jak Celiko albo Intersilesia McBride? Większość kupuje to po prostu dlatego, że jest a) tanie, b) widnieje na puszce/butelce bycze logo Tesco, albo innego hipermarketu, a to jedna ze stosunkowo niewielu marek, jakie ogół w Polsce kojarzy poza Coca-Colą, Nike, Nokią i Wranglerami z bazaru...
I od razu uprzedzam - nie sądzę, żeby uprawnione było bezpośrednie przenoszenie wyników znajomości marek z zagranicy do Polski - dzieciaki kojarzą, bo moda, kolorowe pisemka i tv zrobiły swoje, ale poproście pierwszą z brzegu sąsiadkę, żeby wymieniła 10 marek...
Marcin Wołkiewicz @ 2006-07-11 20:58:27
Ale burza z tym NIKE...
Muszę więc spróbować ją uspokoić, bo trochę czuję się winny - to ja wskazałem NIKE jako przykład wielkiej marki.
Zatem wyjaśniam:
NIKE jest wielką marką. Kropka.
NIKE spaprało sobie reputację paroma głupimi działaniami jak np. szycie ciuchów w Chinach przy wykorzystaniu "niewolniczej" pracy dzieci. Kropka
NIKE poniosło poważne straty w postaci spadku wartości marki, gdy afera wyszła na świat. Kropka.
To co świadczy o wielkości marki NIKE to wielka idea za nią stojąca zamknięta w sloganach "Just do it", a obecnie "You can". Branding w przypadku tej marki został wykonany mistrzowsko - stworzona została wielka idea (idea przewodnia), została ona opisana misją i wizją. Stworzono slogan, który tę ideą świetnie komunikował. A w dodatku - idea ta została doskonale przeniesiona w obszar czystego biznesu! Wszystko się doskonale zgrało.
A potem firma poślizgnęła się na zarządzaniu marką. Firma skoncentrowała się na wypracowywaniu zysku, ale odbiło się to na wartości marki. Nieststety nie sprawdzałem, czy im się to opłaciło :)
Co do etyki... Wydaje mi się, że firma, która ma dobrze "zrobiony" branding ma mniej pokus do zachowań małoetycznych.
Krzysiek Helak @ 2006-07-11 22:38:52
Ja wcale nie neguję wielkości marki w tym przypadku. Tyle, że kompletnie nie zgadzam się z ostatnim zdaniem - uważam wręcz, że w praktyce jest wręcz odwrotnie. M.in. właśnie wspomniana przez Ciebie niemal niewolnicza praca (i nie tylko w Chinach, ale w wielu krajach, głównie rejonu Pacyfiku), zamykanie fabryk już wcześniej istniejących np. w USA (a co za tym idzie wzrost bezrobocia, deprecjacja całego rynku pracy itd.) właśnie jako pochodna rozwinięcia idei brandingu wręcz do absurdu. To właśnie sam Phil Knight nieustannie rozwijał pomysł, żeby Nike było tylko marką, zlecając prawie całą produkcję swoim azjatyckim podwykonawcom. W porządku? Nie do końca chyba, skoro dzięki temu właśnie może spokojnie umyć ręce twierdząc, że to nie Nike wyzyskiwała pracowników tylko jakiś Mr. Ping-Pong. Dla jasności: wcale nie uważam Nike za jakieś zło wcielone, takich firm jest zresztą cała masa, to po prostu jest przykład wręcz modelowy.
Marcin Wołkiewicz @ 2006-07-12 13:33:40
Chyba już wiem, skąd bierze się różnica w postrzeganiu NIKE przez Ciebie i przeze mnie...
Zgodnie z tym, co piszesz, Phil Knight chciał, aby FIRMA NIKE nie posiadała żadnych (no prawie żadnych) aktywów poza prawami do nazwy NIKE.
Kluczem do zrozumienia się nawzajem jest to, że firma NIKE oraz marka NIKE to dwie rozdzielne sprawy. Firma jest organizacją. Marka jest przestrzenią w świadomości ludzi. Firma jest rzeczywista, materialna, można ją zobaczyć. Marka jest w głowie, stanowi supeł wysztkich skojarzeń subiektywnych, w tym wypadku - z nazwą NIKE.
Phil Knight tworząc organziację opartą na outsourcingu dopuścił do ryzyka jakim był wyzysk. A wyzysk jest ogólnie potępiany. Zatem gdyby wyzysku dopuściła się firma Wedel, to jej marka ucierpiałaby podobnie jak NIKE. To Phil był zły!!! :))
Krzysiek Helak @ 2006-07-12 15:58:54
no, jeśli tak na to spojrzeć, to oczywiście masz rację :) Zresztą, cały czas powinniśmy pamiętać, że biznes, idee, marki, firmy, dzieła sztuki etc. tworzą ludzie, a nie jacyś mityczni "Oni" :)
Grzegorz Sikora @ 2006-07-14 15:16:22
A ja się będę upierał, że etyczność jest tylko(lub aż) w takim stopniu istotnym elementem marki, w jakim jej brak może spowodować obniżenie jej skuteczności.
A reszta to propaganda :) Też oczywiście będąca elementem danej marki w odniesieniu do punktu 1. :)
W tym stopniu wartość ta LICZONA jest zapewne w każdej przestrzeni rynku :)
Jestem Truistą więc zapewne. I zostanę TRU! ]:D
Krzysiek Helak @ 2006-08-08 01:31:07
Nie zgadzam się z tym i basta: jestem dużym chłopcem i wiem, po co się prowadzi jakikolwiek biznes, ale świat jest nieco bardziej złożony i skuteczność mierzona zyskiem nie może być i nie jest jedyną miarą działań człowieka. Gdyby tak było, to dalej żylibyśmy w epoce kamienia łupanego, o ile wszyscy dawno byśmy się nie powycinali w pień, albo zdechli z głodu i chłodu. Polecam "Powrót z gwiazd" Lema - sporo wyjaśnia...
Dodaj komentarz
Najnowsze komentarze do posta