Patrząc z boku

Zajmuję się internetem, handlem, marketingiem, reklamą, prowadzeniem projektów itd. W dowolnej kolejności. I lubię to. Czasem jednak patrzę ze zdumieniem na świat i mam ochotę stanąć obok... Poglądy prezentowane w tym blogu są całkowicie prywatn...

Moje prywatne Oscary i Złote Maliny

27 Lut 2007, 22:12 Krzysiek Helak

Tagi kino oscary film kultura

4 komentarze

 

No, to tegoroczne Oscary mamy za sobą. Ceremonia podobno była nienajgorsza, a nagrodzeni? Hm, jakoś dla mnie bez emocji tym razem. Nie twierdzę oczywiście, że widziałem wszystko (ba, mam zamiar dopiero na niektóre nagrodzone filmy się wybrać, np. na "Ostatniego króla Szkocji"), nie twierdzę też, że jestem wybitnym krytykiem filmowym i znam się na tym doskonale, ale jako miłośnik kina mam zamiar bezczelnie przyznać w tym miejscu własne nagrody - zarówno te pozytywne, jak i negatywne. Po prostu moje oczekiwania się rozminęły nieco z werdyktem Akademii.

(uwaga: werble)

Niniejszym moje prywatne Oscary przyznaję ex aequo dwóm filmom absolutnie najlepszym moim zdaniem z ubiegłorocznych: "Volver" Almodóvara i "Pachnidło" Tykwera. Za film, film obcojęzyczny, reżyserię, scenariusz oryginalny i scenariusz adaptowany, zdjęcia i magię. Do tego dołożyłbym kilka nagród "technicznych": "Miami Vice" Manna i "Piraci z Karaibów: Skrzynia umarlaka" za montaż, efekty specjalne oraz "Happy feet" za animację. Jak widać moje typy nieco się różnią od wyborów amerykańskich fachowców.

Jeszcze słowo wyjaśnienia odnośnie "Babel", który był zdecydowanym faworytem. I właśnie nie wiem dlaczego. Owszem, to naprawdę dobry, może nawet bardzo dobry film, ze świetnymi zdjęciami, niegłupio zawiązaną intrygą, tylko... jest po prostu nudnawy. Że porusza ważne tematy? No porusza, ale nie dość, że nudno, to jeszcze na dodatek chwilami nieco infantylnie, tzn. w sposób podany na użytek przeciętnego amerykańskiego pożeracza popcornu, ze znajomością problemów współczesnego świata na poziomie ucznia gimnazjum co najwyżej. No i te "artystowskie" sceny typu sikanie do garnka etc. Co to ma być? Prymitywny pseudorealizm? Postpunkowa etiuda studenta reżyserii obliczona na mały "szoczek" dla pruderyjnych Amerykanów? Pudło niestety. Aha, jeszcze ta maniera retrospekcji u Innaritu, która była interesująca do pewnego momentu, ale jeśli w trzecim z kolei filmie stosuje taki "chwyt" to zaczynam myśleć, że to może nie maniera, ale mania? ;)

Z tego, co się orientuję, to różnić się będą również moje typy do najgorszych filmów roku. Tutaj wybór był jeszcze prostszy: bezapelacyjnie "Borat" za największą żenadę dekady (jesli komuś się podobał, to współczuję) i "Kult" z N. Cage za nudy, wybielone do połysku zęby i farbowane włosy Cage'a, infantylność i gigantycznego misia na miarę naszych możliwości w finale.

That's it. Odreagowałem wreszcie cały rok trafiania na chały sowicie opłacane biletami kinowymi :)

 

27 Lut 2007, 22:12 Krzysiek Helak

Tagi kino oscary film kultura

4 komentarze

Ocena: 0,00
Liczba ocen: 0,00

Dodaj komentarz Komentarze czytelników

4 komentarze [obserwuj nowe]

Najnowsze komentarze do posta