Patrząc z boku

Zajmuję się internetem, handlem, marketingiem, reklamą, prowadzeniem projektów itd. W dowolnej kolejności. I lubię to. Czasem jednak patrzę ze zdumieniem na świat i mam ochotę stanąć obok... Poglądy prezentowane w tym blogu są całkowicie prywatn...

Jak to drzewiej bywało

25 Sty 2007, 22:35 Krzysiek Helak

Tagi kontakty znajomi networking internet rozwój

1 komentarz

 

Naszło mnie, aby na chwilę wrócić do poruszanego już uprzednio ("Niechęć do podtrzymywania kontaktów?") tematu, a zainspirowały mnie jak zwykle komentarze do ww. i sceny z życia pracownika firmy internetowej, o czym na końcu.

Napisałem wcześniej, że od początku mojego buszowania w sieci staram się korzystać z przydatnych narzędzi, które pomogą utrzymać kontakt ze znaną mi osobiście częścią ludzkości, ale jak, skoro nie było miejsc takich, jak to? Ano, nie było, ale z drugiej strony pod pewnymi względami było łatwiej: nie było komunikatorów lepszych niż uniksowy, shellowy talk, pojawienie się reklamy w internecie spowodowało szok, a spam był zjawiskiem absolutnie marginalnym. No, a poza tym ludzi w sieci było setki razy mniej.  

Narzędzie nr 1: wyszukiwarki osób i adresów e-mail. Ręka do góry: kto pamięta, że wyszukiwarka Onet miała kiedyś opcję szukania osób? Miała jednak poważną wadę: wyszukiwała tylko osoby zarejestrowane. Narzędzie nr 2 miało wprawdzie tę samą wadę, ale za to jego zasięg był ogromny jak na ówczesne czasy - nazywało się to bodaj foureleven.com i była największą bazą osób i adresów na świecie. Udało się nawet mi i mojej rodzinie znaleźć zapomnianą rodzinę i znajomych w USA. Możecie jednak nie szukać tej szukajki pod tym adresem - jakieś 8-9 lat temu wykupiła ją największa wtedy potęga w sieci, czyli Yahoo! i połączyła jej zasoby ze swoimi, a dzisiaj pod tym adresem jakaś nędzna linkownia urzęduje. Zabrali mi takie fajne narzędzie...

Narzędziem nr 3 nigdy nie miały szans się stać ani Yahoo! Groups, ani jeszcze wcześniejsze "grupki" Netscape'a, a to z tego prostego powodu, że były zamknięte dla szerszego grona. Oczywiście świetnie funkcjonowały i rozwijały się IRC-e wszelkiej maści, a nawet niedoceniany w Polsce NetMeeting, ale web do tego wtedy najwyraźniej jeszcze nie dojrzał. Tym trzecim stał się Bigfoot.com - coś, co na kilka lat zastąpiło mi większość adresów e-mailowych. Założenie konta w domenie bigfoot.com dawało możliwość posiadania jednego, "dożywotniego" adresu pocztowego nawet jeśli co chwila korzystało się z innej poczty - to był w zasadzie tylko permanenty redirect na wybrane konto. Ktoś dzisiaj z czegoś podobnego korzysta?

A co potem? Posucha. Właściwie do czasu upowszechnienia się się LinkedIn i pojawienia polskich serwisów business networkingowych nie znalazłem nic godnego uwagi - owszem od lat mam ten sam nr GG, udzielałem się w różnej maści serwisach rozrywkowych, fotograficznych, forach etc., większość adresów e-mail pozostaje bez zmian, ale niedosyt był. A teraz, jak już jest z czego korzystać, to ci, z którymi chcę ten kontakt zachować, jak na złość patrzą na to, jak na raroga :) Może jednak faktycznie trzeba się uzbroić w cierpliwość...?

Dzisiaj Google stały się największą firmą nowej gospodarki i synonimem wyszukiwarki zarazem, a łącza 512 kb/s zaczynają irytować powolnością, ale kiedyś korzystało się z modemów 2400 b/s, K56Flex oznaczało niemal II prędkość kosmiczną, Altavista była najlepszą wyszukiwarką pod słońcem, a dokumentów i publikacji szukało się w NorthernLight...  Dzisiaj mamy Web 2.0 i business networking. Co będzie za 5, a co za 10 lat? Naprawdę jestem ciekaw tego, jak i tego, co bedzie wzbudzało wtedy wesołość, bo dzisiaj wzbudziłem u kolegów wybuch śmiechu opowieściami o korzystaniu z modemu 9600 kb/s na łączu analogowym ;))

 

25 Sty 2007, 22:35 Krzysiek Helak

Tagi kontakty znajomi networking internet rozwój

1 komentarz

Ocena: 0,00
Liczba ocen: 0,00

Dodaj komentarz Komentarze czytelników

1 komentarz [obserwuj nowe]

Najnowsze komentarze do posta