Patrząc z boku

Zajmuję się internetem, handlem, marketingiem, reklamą, prowadzeniem projektów itd. W dowolnej kolejności. I lubię to. Czasem jednak patrzę ze zdumieniem na świat i mam ochotę stanąć obok... Poglądy prezentowane w tym blogu są całkowicie prywatn...

Polacy jako naród indywidualistów?

14 Paź 2006, 12:10 Krzysiek Helak

Tagi indywidualizm trudny klient innowacyjność współpraca

7 komentarzy

 
I znów dyskusja w blogu Marcina Wołkiewicza sprowokowała mnie do zabrania głosu, a nie chcę "off-topować" u kogoś.
W komentarzach padło zdanie "cieszę się, że jesteśmy krajem pełnym indywidualistów". W pierwszej chwili chciałoby się zakrzyknąć "zgoda!", ale warto chyba przyjrzeć się temu trochę bliżej. Na czym polega ten nasz indywidualizm? Czy wykorzystujemy go w biznesie? Może objawia się jako innowacyjność? Cóż, wszelkie publikacje, statystyki i prywatne obserwacje wskazują, że jesteśmy najmniej innowacyjnym społeczeństwem w Unii Europejskiej. Potwierdzają to również rozmowy z ludźmi szerzej zainteresowanymi tą tematyką - jeden z biznesowych znajomych, szczególnie zainteresowany tą tematyką opowiadał mi ostatnio, jakie projekty zgłaszane są ostatnio do jednego z funduszy zajmującego się start-upami: pizzerie, knajpki, sklepy z ciuchami... To jest innowacyjność? W tym kraju na palcach można policzyć przedsięwzięcia, które wniosły powiew świeżości do zatęchłego i odtwórczego krajobrazu polskiej gospodarki, żeby z dziedziny związanej z informatyką wspomnieć firmy typu Logotec czy YDP. Ale co nowego, co świeżego wprowadzili ci najwięksi? W tym pięknym kraju nie wyobrażam sobie powstania Google (przypominam, że to zaledwie kilka lat temu była niewielka firma), to nie tutaj zbudowano Segwaya itd. Oczywiście, wiem z czego to per saldo wynika - mamy młodą gospodarkę, społeczeństwo skażone latami zastoju itp., ale znowu - wszystkiego tym się wytłumaczyć nie da. No dobra, można mi zarzucić w tym momencie marudzenie, krytykanctwo itd., ale innowacyjność to tylko jeden z wielu możliwych przejawów indywidualizmu, jaki widzę.

Ten polski indywidualizm polega również na nieumiejętności pracy w grupie i dostosowania się do reguł gry zespołowej. Masa ludzi musi coś robić po swojemu i jakoś dziwnym trafem zawsze inaczej, niż akurat wymaga tego sytuacja: gdy potrzeba odrobiny kreatywności, to taki osobnik w tępy sposób bedzie odwzorowywał to, co ma naszkicowane na kartce jako wstępną, luźną propozycję. Gdy trzeba z kolei precyzyjnie i dokładnie zrealizować polecenie, czy wytyczne klienta, to wtedy włącza się takiemu artyście "tryb kreatywny", lub nagle staje się bardzo sumienny i dokładny w sytuacji, gdzie jest konieczność błyskawicznego i czasem prowizorycznego działania, bo taka jest potrzeba chwili. Nie wymyślam tego, tylko przerabiałem chyba setki razy. Żeby nie było wątpliwości - naprawdę nie mam spolegliwego charakteru, czasami kompletnie nie zgadzam się z tym co muszę robić, czy mówić, niemniej jednak mam świadomość dla kogo pracuję i jaki jest tej pracy sens.

Nie wiem, czy w ogóle warto wspominać tu przejawy polskiego indywidualizmu, które widzimy w innych dziedzinach życia, np. w polityce. Tutaj, to juz pełne rozpasanie jest: każdy "indywidualny" czubek zakłada własną partię, każdy musi mieć własną wizję itd. Chciałbym kiedyś dożyć czasów, kiedy będę czuł, że mimo innych wizji świata i poglądów, politycy będą dążyli w jednym, choćby bardzo ogólnie nakreślonym kierunku (czyli generalnie tam, gdzie wszystkim będzie lepiej). A co mamy teraz? Co tu tłumaczyć, każdy widzi...

W życiu zawodowym najbardziej jednak chyba irytującym przejawem tego, o czym piszę jest wtrącanie się wielu ludzi we wszystko, na co tylko mają choć odrobinę wpływu. Modelowym przykładem takiego charakteru jest stwierdzenie "Ja się wprawdzie na tym nie znam, ale zrobiłbym to tak..."
Dramat po prostu. Czy taki człowiek mówi taksówkarzowi, jak ma kierować samochodem? Nie, podaje cel jazdy i ewentualnie z grubsza może nakreślić trasę. Niezbyt mądre jednak jest upierać się przy niej, jeśli taksówkarz mówi, że tam jest ogromny korek. Albo inny przykład z kosmosu: czy ktokolwiek wpadłby na pomysł, żeby zamówić o stolarza krzesło na trzech nogach i czwartej wystającej z siedzenia do góry? Nie sądzę. Dlaczego w takim razie 2/3 ludzi usiłuje forsować swoje nie zawsze rozsądne pomysły swoim zleceniobiorcom: firmom z branży reklamowej, graficznej, agencjom interaktywnym, firmom informatycznym? Chcesz się ubrać dziwacznie? Proszę bardzo, najwyżej inni będą się dziwnie patrzeć. Dlaczego jednak chcesz człowieku zrobić krzywdę swojej firmie? Tego chyba nigdy nie pojmę. Ktoś kiedyś powiedział mi mądre, choć może nie do końca grzeczniutkie zdanie: jak się bierze psa do pilnowania ogrodu, to się za niego nie szczeka. Piękne prawda? Ale co, napisać sobie to na czole?

Nie chciałbym jednak zostać uznany za mękołę: większość ludzi zdaje sobie z tego sprawę, traktują ludzi i firmy, których wynajmują jak doradców, fachowców w wybranej dziedzinie, bo w końcu po to ich wynajmują, żeby lepiej i sprawniej poradzili sobie z działaniami, których nie zawsze można zrobić coś własnymi siłami. Ale jaki jest ogólny obraz społeczeństwa w moich oczach? Nie, ja tego nie nazwałbym indywidualizmem. Słowo "warcholstwo" chyba niestety znacznie lepiej tu pasuje.
 

14 Paź 2006, 12:10 Krzysiek Helak

Tagi indywidualizm trudny klient innowacyjność współpraca

7 komentarzy

Ocena: 0,00
Liczba ocen: 0,00

Dodaj komentarz Komentarze czytelników

7 komentarzy [obserwuj nowe]

Dodaj komentarz  

Najnowsze komentarze do posta