Patrząc z boku

Zajmuję się internetem, handlem, marketingiem, reklamą, prowadzeniem projektów itd. W dowolnej kolejności. I lubię to. Czasem jednak patrzę ze zdumieniem na świat i mam ochotę stanąć obok... Poglądy prezentowane w tym blogu są całkowicie prywatn...

Nieustające deja vu

28 Maj 2007, 22:13 Krzysiek Helak

Tagi obsługa klienta handel

5 komentarzy

 

Już chyba jakieś kilka kilka tysięcy razy doznawałem swoistego deja vu, polegającego na tym, że spotyka mnie na co dzień coś, po czym stwierdzam, że już mnie tu chyba nic nie zdziwi. I co? I następnego dnia to samo - i tak w koło Macieju od lat. Czasem są to sprawy duże, a czasem zupełne drobiazgi, ale zawsze... Niestety. I pomijam już idiotów-oskarżycieli Teletubisiów, bo to granice pojmowania przekracza. Dzisiaj dla przykładu było coś małego, ale życie potrafi uprzykrzyć.

Jesienią ubiegłego roku zafundowałem sobie nowe okulary, przy czym zaznaczam, że jestem z nich zadowolony, ale do starych miałem dopasowane specjalne nakładki przeciwsłoneczne (wszak czasem przydają się człowiekowi ciemne szkła, szczególnie za kierownicą) i teraz już musiałem sprawić sobie nowe. Jesień była, więc nikt już ich nie sprzedawał i poproszono mnie, żebym się wiosną stawił w "salonie". Zacząłem dopytywać się o nie już w lutym (i tak co kilka tygodni). Wreszcie dzisiaj okazało się, że są, ale... za jasne i brzydkie, a te lepsze się już skończyły. Mieli tylko kilka sztuk. I teraz najlepsze: nie będzie już, bo już nie będą zamiawiać! Ludzie, jeszcze maj jest, lato jeszcze przed nami! Przyznam, że mi szczęka opadła ze zdumienia, szczególnie, że takie nakładki to ładnych kilkadziesiąt zł kosztują. O co tu chodzi? Przecież to jest zupełnie jak za głębokiej komuny.

Już tylko dla porządku dodam, że to nie jedyny superhipersalon optyczny, jaki odwiedziłem - gdzie indziej ograniczyli sie do krótkiego warknięcia "nie ma!" (prym tu wiedzie znana firma na "V", czyli czołowi zdziercy w tej branży).

Optyk i okulary są drobiazgiem i w tym miejscu tylko pretekstem, żeby opisać, o co mi chodzi, ale w zasadzie mógłbym kilka razy w tygodniu pisać w tym czy innym miejscu o swoich "przygodach", tylko czy warto się denerwować? A może tylko mnie szlag trafia na ogólnonarodowe mesjanistyczno-warcholsko-chamskie oszołomstwo? Czy tylko ja jestem jakieś popieprzony, a inni już krzyżyk na tym kraju postawili i po prostu żyją spokojniej?

 

28 Maj 2007, 22:13 Krzysiek Helak

Tagi obsługa klienta handel

5 komentarzy

Ocena: 0,00
Liczba ocen: 0,00

Dodaj komentarz Komentarze czytelników

5 komentarzy [obserwuj nowe]

Dodaj komentarz  

Najnowsze komentarze do posta